Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się najlepiej. Od rana padało. Kiedyś trzeba było zacząć trening, więc gdy deszcz zmalał. Jak najszybciej przystąpiliśmy do planowania i rozdzielania koni. Nie chciało mi się jechać w teren, więc Pan Mariusz pozwolił mi z młodszymi na padoku. Najpierw miałam być na Celcie z Ewką(Eweliną) ale Celta szła na lonżowanie i Apap nie jechał jednak w teren więc zgłosiłyśmy się do niego Ja i Madzia. Przystępując do siodłania, starsza grupa od razu pozabierała najlepsze siodła, ale Łukasz z Martą kazali powymieniać gdyż a skoki potrzebne były lepsze ;P .Niestety Apap nie miał cudownego siodła ale dało się przeżyć. Gorzej było ze znalezieniem Popręgu bo Paula wzięła sobie popręg w sam raz na Apapa z przedłużkami na Robina -.-". Długo szukaliśmy popręgu, jeden który był Hugo nawet by się nadawał jeśli mielibyśmy chociaż przedłużkę. Koniec końców musieliśmy wziąć za długi popręg, do tego Łukasz wymyślił by go trochę utuczyć dodając koc i miśka. Pierwsza musiałam wsiąść Ja -.-" . Nie było najgorzej , ale mogło być lepiej. Niekiedy siodło zsuwało mi się na boki,a kiedy chciałam wykonywać polecenia Łukasza na zdejmowanie i wkładanie nogi to Apap się denerwował i mi do przodu wystrzeliwał więc zrezygnowałam i cały czas w strzemionach. Raz to nawet stanął mi dęba, co mnie lekko zdziwiło bo chyba tego go nie uczyli a przed nami jechał Ebasto oO".
Każda zmiana trwała jakieś 15min. Na drugą znowu wsiadłam na Apapa, lecz Marta i Łukasz po moich namowach pozwolili mi wsiąść na innego konia- Miśkę (nie żeby było z nią coś nie tak, ale nie za bardzo mi się na nią chciało). Poćwiczyłam na niej wolty w galopie-niestety nie wychodziły(muszę to trochę poćwiczyć) i 2 razy na niej skoczyłam.
Kiedy moja grupa skoczyła po 2 razy, czas było na zmianę. Szaniawska wynegocjowała Księcia zamiast Ebasto (trochę się wystraszyła po tym jak Olka Kryńska na nim skakała to poleciała na szyję). Gabrysi nie było na zmianie, bo poszła se do siodlarni więc Łukasz chcąc "ukarać" nie kazał jej zawołać i Olka K. dalej miała jeździć na Ebasto. Jednak kiedy Gabryśka wróciła i siadła na trybunach, Marta wynegocjowała i pozwolili jej wsiąść. Nie pamiętam czy dokładnie taka kolejność ale : Magda (na Hugo) całkiem ładnie skoczyła, potem Wiktoria na Miśce a potem Gaba na Ebasto miała skoczyć. Najechała na przeszkodę od prawej strony, jednak nie wyśrodkowała i tuż przed przeszkodą się zawahała i chciała go zatrzymać. Ebasto jak to on, umie skoczyć nawet z miejsca (choć nie powinniśmy tak skakać!) No i skoczył wyrzucając w powietrze Gabryśkę, która wylądowała na piachu (w pozycji siedzącej, za mało lekcji ze spadania-jak nie spadniesz to się nie nauczysz). Obiła sobie mięśnie dolnej partii pleców. Udało się ją namówić by wsiadła na Ebasto, i ja ją poprowadzałam. Później jak na Gabę przystało grała z nami w kosza jak gdyby nigdy nic ;)
Na przerwie w zasadzie nic nie robiliśmy nic nadzwyczajnego- chcieliśmy potęgę skoków ale Szania nie rozumiała do końca co to znaczy, magda rozwaliła mój wachlarz zanim skoczyłam i nie chciała naprawić -.-". No ale jak se poszły to ja sama z Szaniawską skakałyśmy nowy wachlarz i potrójną <3 na koniu to się łatwiej skacze XD.
Nie zdążyłyśmy nic więcej bo zaraz Klaudia Kijek zawołała nas na trening na oklep z Panem Mariuszem! Pani Ela wzięła Hugo na pierścień, a Pan Mariusz prowadził trening na oklep z Uzarią i Celtą. Ćwiczyliśmy głównie chodzenie w parach. Najpierw byłam w parze z Ewką na Celcie, ale po ustaleniach, poszłam na Celtę z Klaudią na Uzarii. Szło nam całkiem dobrze (nawet P.Mariusz to przyznał ^u^). Najpierw ja mówiłam głosem kiedy naprzód kiedy stój, następnie P.Mariusz zabronił używania głosów, więc wymyśliłam odliczanie ręką- P.Mariusz zaśmiał się i powiedział że nieźle kombinujemy z gestami,ale liczenie ręką odpada. No więc wpadłam na kolejny genialny pomysł, i wysłałam sygnał telepatyczny do Klaudii by na mnie spojrzała i ruchem głowy pokazałam naprzód. Panu Mariuszowi się spodobało i podpowiedział by zrobić tak jak przy ukłonie sędziom (lekkie skinienie głowy). Za drugim razem już obydwie tak zrobiłyśmy co wyglądało naprawdę fanie-potem Wiki i Ewka miały nasz znak ;d . Potem przed kolejną zmianą, rozegraliśmy mecz koszykówki Szania,Klaudia,Ja i Gaba Vs Hubert. Nie szło nam najlepiej ale i tak zabawa byłą przednia.Ja z Klaudią zrobiłyśmy se przerwę meczu by znowu wsiąść na Uzarię i Celtę. Szło nam coraz lepiej. Potem wróciłyśmy a tam nadal rozgrywał się mecz. Hubert musiał się chyba nieco zmęczyć bo ... DZIEWCZYNY WYGRYWAŁY! Kiedy dołączyłyśmy s powrotem Hubert nadrobił nieco straty ;d. Ale i tak dziewczyny wygrywały. Przerwaliśmy mecz bo trzeba było napoić konie.
Najpierw naiła się Celta i Uzaria, potem napoiliśmy wszystkie konie ze środkowej stajni, potem z 3. Apap najpierw poleciał się wytarzać, potem napił się i znowu chciał lecz ja z Ewką podeszłyśmy go odprowadzić od tego zamiaru komendą; "miejsce" to ten w odpowiedzi wyrzucił tylne kopyta w powietrze w stronę Ewki o_o". Donę Ewa poprowadziła na uwiądzie, natomiast Daffiśka latała gdzie mogła (dziewczyny aż bały się że je wykopie w kosmos). Następny był jeszcze Robin słodziak z niego ;) . Potem nie wiedziałyśmy czy napoić konie z pierwszej (głównej stajni) Uranosa trzeba było na pewno lecz on nie chciał, następny był Huzar który powtórzył wyczyny Apapa (bez wyrzutów nóg), a następny był Nenufar który z gracją na swoich nowuśkich podkowach (szpaner) dumnym kłusem objechał dookoła placu, napoił się, znów szpan podkówkami i powrót do boksu. Już zastanawialiśmy się czy wypuszczać Bajkę, lecz przyszedł Hubert i powiedział ze nie trzeba poić koni z głównej stajni bo mają automatyczne poidła -.-" (gdybyśmy ich nie wypuściły Huzar nie potarzałby się, a Nenufar by nie poszpanował!). Obiecaną kontynuację meczu nie dostałyśmy bo przeciwna drużyna składająca się jedynie z Huberta miała już dość i poszła do domu. Ja z Klaudią poszłyśmy se usiaść na beli siana i pogadałyśmy sobie długo pierwszy raz od dawna. Po jakiś 15-20 min przyjechał Tata Wiktorii i podwiózł nas do domu za co bardzo dziękuję ;)
No i tak oto dzień który miał być do bani okazał się była bardzo udanym ;)
+na pierwszym treningu padał śnieg o średnicy 4 cm!
+starsza grupa miała 2 wyjazdy w teren
sobota, 31 marca 2012
sobota, 24 marca 2012
24.03.2012r
Najpierw małe ogłoszenie:
Poszukuję ludzi chętnych do pomocy odnośnie dodawania wpisów na bloga. Ja powoli nie wyrabiam, ani też nie mam chęci pisać. Żadnych kwalifikacji nie potrzeba jedynie dobre chęci ;)
Jeśli jesteś chętny/a to zostaw w komentarzu swój email, ja ci wyślę zaproszenie i będziesz mógł/a pisać relacje z "Wiosennego Wiatru"
jak nie znajdzie się nikt chętny, będę zmuszona zawiesić bloga a tego nie chce ;(
I kolejny dzień w WW za nami. Zacznę od zaginionego kluczyka ,który zgubiłyśmy tydzień temu . Był cały czas w kasku Aśki ;) . Na miejscu oprócz stałych bywalców klubu, przyjechała z prawie 4 miesięczną przerwą Karolina Ostapiuk! Fajnie , że powoli wracają do nas ludzie z czasów kiedy zaczynałam. Pogadaliśmy i pośmialiśmy się.
Trening zaczeliśmy bardzo szybko. Ja z Anią miałyśmy Ebasto, Asia z Karoliną O. i z Anią miały Uzarię, Ewelina z Olą miały Tajge, Madzia z Olą (starszą) miały Apapa, Ania Ś i Paula miały Bellami. Konie przyszykowaliśmy bardzo szybko. Na rozstępowanie pozwoliłam Ani by wsiadła pierwsza by się do niego nieco przyzwyczaiła. Nie dawała rady sama wskoczyć i poprosiła mnie bym zawołała Elvisa (mi nie ufała ;P). Poszłam do Elvisa który pomagał Hubertowi trzymając kopyto (Uranos miał robione manicure), zastąpiłam go by pomógł Ani wsiąść na Ebasto. W czasie kiedy ja utrzymywałam kopyto 500kg konia on wrzucał Anię na Ebasto- który bardzo denerwuje się jeśli kopnie się go przy wchodzeniu i ugryzł Elvisa w ramię. Trening mieliśmy zwyczajowo skokowy z tą różnicą że co tydzień jest inny parkour i pod innym kątem stacjonaty ,więc jest spora różnica od zeszłego roku kiedy to 2-3 miesiące ćwiczyliśmy non stop ten sam. Nie szło mi tego dnia najlepiej, byłam trochę osłabiona po zatruciu pokarmowym które trzymało mnie czwartek i piątek. Z kolei dla Ani szło całkiem ładnie ;) i polubiła bardzo Ebasto.
W przerwie między zmianami i na przerwie urządziliśmy se mini mecz koszykówki 3-4 dziewczyny (wciąż odchodziły i dochodziły) vs. hubert+ jeden chłopak z grupy lonżowanej. Zgadnijcie kto wygrał ;P - jeśli choć przez chwilę pomyślałeś/łaś że dziewczyny to wiedz że jesteś niepoprawnym optymistą.
Już sama nie pamiętam czy piszę w dobrej kolejności , ale wiem na pewno że przez drugim treningiem z dziewczynami + Kilerem (Ewka ze swojego kantara zrobiła mu szelki),Ramzesem (za patykiem to on pójdzie wszędzie) Moną i Lewym Prostym(na rękach) poszliśmy całą grupą do sklepu. Asia kupiła najwięcej ze wszystkich -2 paczki laysów+tymbark i chyba coś jeszcze. Krzysiek-stajenny poradził nam iść na skróty do stajni. Idąc tym skrótem spotkałyśmy całą chmarę psów (na szczęście za ogrodzeniem) . Już widziałyśmy ośrodek, kiedy to Viki zobaczyła Mroka ;( . Podobno nie pojawiał się od tygodnia . . . teraz już wiadomo dlaczego.
Na drugi trening starsza grupa miała Teren na 3 grupy z Elvisem na Apapie. Ja,Asia,Karolina,Ola,Ania i Magda pojechałyśmy jako drugie. Ja byłam na Robinie. Ubóstwiam tego konia, jest taki mięciutki w kłusie i galopie (bardziej od Westerna z Pcima!) Tak więc moje marzenie-zagalopować na Robinie można spokojnie odhaczyć (teraz muszę se poszukać nowego, jak: być jedną z tych którzy jako pierwsi dosiadają przyszłe Hucuły).
Po terenie, nie miałam nic do roboty to się szwędzałam z Szaniawską. W zeszłym tygodniu wymyśliłam zabawę "kopnij piłkę by przeleciała nad budynkiem"- i teraz Szania znowu się tak bawiła, do chwili gdy nie spłoszyła Farabi którą trenował Ernest na ujeżdżalni. Szybko nastał wieczór i pozostali szybko powyjeżdżali. Koło 18-19 z klubu zostałam Ja,Asia,Szaniawska,Ewelina,Ania i Paula, a do Huberta na imprezę dla kraszaka zjeżdżali się goście. Trzeba się było ewakuować z siodlarni by nie musieć "przeszkadzać im". Zanim wyjechałyśmy, zdążyłyśmy zobaczyć jeszcze jak puszczają lampion (wyglądało to bardzo ładnie zwłaszcza że było już ciemno) .
No i mniej więcej tak zakończył się 24 marca w WW.
Poszukuję ludzi chętnych do pomocy odnośnie dodawania wpisów na bloga. Ja powoli nie wyrabiam, ani też nie mam chęci pisać. Żadnych kwalifikacji nie potrzeba jedynie dobre chęci ;)
Jeśli jesteś chętny/a to zostaw w komentarzu swój email, ja ci wyślę zaproszenie i będziesz mógł/a pisać relacje z "Wiosennego Wiatru"
jak nie znajdzie się nikt chętny, będę zmuszona zawiesić bloga a tego nie chce ;(
I kolejny dzień w WW za nami. Zacznę od zaginionego kluczyka ,który zgubiłyśmy tydzień temu . Był cały czas w kasku Aśki ;) . Na miejscu oprócz stałych bywalców klubu, przyjechała z prawie 4 miesięczną przerwą Karolina Ostapiuk! Fajnie , że powoli wracają do nas ludzie z czasów kiedy zaczynałam. Pogadaliśmy i pośmialiśmy się.
Trening zaczeliśmy bardzo szybko. Ja z Anią miałyśmy Ebasto, Asia z Karoliną O. i z Anią miały Uzarię, Ewelina z Olą miały Tajge, Madzia z Olą (starszą) miały Apapa, Ania Ś i Paula miały Bellami. Konie przyszykowaliśmy bardzo szybko. Na rozstępowanie pozwoliłam Ani by wsiadła pierwsza by się do niego nieco przyzwyczaiła. Nie dawała rady sama wskoczyć i poprosiła mnie bym zawołała Elvisa (mi nie ufała ;P). Poszłam do Elvisa który pomagał Hubertowi trzymając kopyto (Uranos miał robione manicure), zastąpiłam go by pomógł Ani wsiąść na Ebasto. W czasie kiedy ja utrzymywałam kopyto 500kg konia on wrzucał Anię na Ebasto- który bardzo denerwuje się jeśli kopnie się go przy wchodzeniu i ugryzł Elvisa w ramię. Trening mieliśmy zwyczajowo skokowy z tą różnicą że co tydzień jest inny parkour i pod innym kątem stacjonaty ,więc jest spora różnica od zeszłego roku kiedy to 2-3 miesiące ćwiczyliśmy non stop ten sam. Nie szło mi tego dnia najlepiej, byłam trochę osłabiona po zatruciu pokarmowym które trzymało mnie czwartek i piątek. Z kolei dla Ani szło całkiem ładnie ;) i polubiła bardzo Ebasto.
W przerwie między zmianami i na przerwie urządziliśmy se mini mecz koszykówki 3-4 dziewczyny (wciąż odchodziły i dochodziły) vs. hubert+ jeden chłopak z grupy lonżowanej. Zgadnijcie kto wygrał ;P - jeśli choć przez chwilę pomyślałeś/łaś że dziewczyny to wiedz że jesteś niepoprawnym optymistą.
Już sama nie pamiętam czy piszę w dobrej kolejności , ale wiem na pewno że przez drugim treningiem z dziewczynami + Kilerem (Ewka ze swojego kantara zrobiła mu szelki),Ramzesem (za patykiem to on pójdzie wszędzie) Moną i Lewym Prostym(na rękach) poszliśmy całą grupą do sklepu. Asia kupiła najwięcej ze wszystkich -2 paczki laysów+tymbark i chyba coś jeszcze. Krzysiek-stajenny poradził nam iść na skróty do stajni. Idąc tym skrótem spotkałyśmy całą chmarę psów (na szczęście za ogrodzeniem) . Już widziałyśmy ośrodek, kiedy to Viki zobaczyła Mroka ;( . Podobno nie pojawiał się od tygodnia . . . teraz już wiadomo dlaczego.
Na drugi trening starsza grupa miała Teren na 3 grupy z Elvisem na Apapie. Ja,Asia,Karolina,Ola,Ania i Magda pojechałyśmy jako drugie. Ja byłam na Robinie. Ubóstwiam tego konia, jest taki mięciutki w kłusie i galopie (bardziej od Westerna z Pcima!) Tak więc moje marzenie-zagalopować na Robinie można spokojnie odhaczyć (teraz muszę se poszukać nowego, jak: być jedną z tych którzy jako pierwsi dosiadają przyszłe Hucuły).
Po terenie, nie miałam nic do roboty to się szwędzałam z Szaniawską. W zeszłym tygodniu wymyśliłam zabawę "kopnij piłkę by przeleciała nad budynkiem"- i teraz Szania znowu się tak bawiła, do chwili gdy nie spłoszyła Farabi którą trenował Ernest na ujeżdżalni. Szybko nastał wieczór i pozostali szybko powyjeżdżali. Koło 18-19 z klubu zostałam Ja,Asia,Szaniawska,Ewelina,Ania i Paula, a do Huberta na imprezę dla kraszaka zjeżdżali się goście. Trzeba się było ewakuować z siodlarni by nie musieć "przeszkadzać im". Zanim wyjechałyśmy, zdążyłyśmy zobaczyć jeszcze jak puszczają lampion (wyglądało to bardzo ładnie zwłaszcza że było już ciemno) .
No i mniej więcej tak zakończył się 24 marca w WW.
sobota, 17 marca 2012
17.03.2012r
Najpierw małe ogłoszenie:
Poszukuję ludzi chętnych do pomocy odnośnie dodawania wpisów na bloga. Ja powoli nie wyrabiam, ani też nie mam chęci pisać. Żadnych kwalifikacji nie potrzeba jedynie dobre chęci ;)
Jeśli jesteś chętny/a to zostaw w komentarzu swój email, ja ci wyślę zaproszenie i będziesz mógł/a pisać relacje z "Wiosennego Wiatru"
jak nie znajdzie się nikt chętny, będę zmuszona zawiesić bloga a tego nie chce ;(
Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Dziś było tak ciepło ,że ludzie chodzili w krótkich rękawkach a nawet w spodenkach hawajskich. Siedzieliśmy sobie w bryczce ,kiedy Pan Mariusz nam zaproponował wyjazd nad Krznę! Ja,Szaniawska,Asia,Martyna,Ola K,Ola,Ania,Gaba, Magda (nie pamiętam kto jeszcze) miałyśmy jechać z Panem Mariuszem, a reszta miała trening skokowy na ujeżdżalni z Hubertem, lub młodsza z Martą i Elvisem.
Dziś Elvis nauczył mnie mniej więcej jak szykuje się konia do bryczki ;D (teraz możemy ją zaprzęgnąć kiedy chcemy i zwiać).
Oprócz bryczki szedł z nami Apap i Robin. Pan Mariusz ostatnio trochę popracował nad Robinem i teraz całkiem ładnie chodzi ^^. Ja musiałam pierwsza wsiąść na Robina,a Asia na Apapa, reszta na bryczkę. Z początku nie udawało nam się spokojnie iść w równym tempie i prosto,Robin co jakiś czas strzelał baranka a Apap spłoszony uciekał w pole. Cały teren był nieco powolny nie było galopu, mało kłusa ale i tak było bardzo fajnie. Spotkaliśmy 2 stada jeleni,lisa,i chyba z 200 gęsi.Wracaj ąc wybraliśmy inną drogę-na skróty. Musieliśmy iść jakieś 20 metrów wzdłuż drogi asfaltowej. Pan Mariusz polecił bym ja (w tedy robiliśmy zmiany, z Robina na bryczkę a potem na Apapa) na Apapie prowadziła Robina obok asfaltu w niby rowie na 60cm. Apap widząc że Uranka "jest gdzie indziej" wyrywał mi do kłusa-próbowałam go zatrzymać ,ale ten nic Próbowałam zrobić woltę, ale Dnawap skręcił na asfalt i wskoczył na niego-normalnie bieg przełajowy se urządził! na asfalcie dalej kłusował, ale już przed siebie.Pan Mariusz kazał zrobić woltę, a w końcu zejść. Ciesze się że nie jechał żaden samochód 0_0 . W końcu udało nam się jakoś wrócić.
Kiedy już wróciłyśmy, Martyna zamówiła nam pizze ;). Niestety przyszła akurat kiedy siodłaliśmy konie. Osiodłałam całego Księcia i zapytałam Szaniawską czy dalej już sobie sama poradzi-odpowiedziała Tak. To z Martyną,Gabi i Olką.K poszłyśmy jeść. Przerwał nam Hubert który oznajmił nam że Marta jest na nas zła za to że nie byłyśmy przy Księciu-do tego on zrobił kupę i za karę kazała nam czyli tylko Mnie i Martynie sprzątać łajno z ujeżdżalni. Kiedy doszła moja kolej, miałam ćwiczenia typu jazdy bez jednego strzemiona,lub dwóch i anglezować lub pół siad. Potem pogalopowaliśmy-pierwsze okrążenie nie wyszło bo Celta nie chciała, wyprzedziłam ją, tylko Książę gnał za szybko, a za mną na Uzari Ola K nie dawała se rady.Potem gdy każdy galopował z osobna było już nieco lepiej,najpierw robiliśmy pół paradę a potem od razu galop. Na samym końcu Książę strzelił mi barana-zmienił się bardzo od kiedy jest w młodszej grupie. Trening się skończył, więc bawiliśmy się piłkami, przeskakiwaniem dołu na lianie czy skakanie parkuru.
"Dzień z życia według Alana"
Poszukuję ludzi chętnych do pomocy odnośnie dodawania wpisów na bloga. Ja powoli nie wyrabiam, ani też nie mam chęci pisać. Żadnych kwalifikacji nie potrzeba jedynie dobre chęci ;)
Jeśli jesteś chętny/a to zostaw w komentarzu swój email, ja ci wyślę zaproszenie i będziesz mógł/a pisać relacje z "Wiosennego Wiatru"
jak nie znajdzie się nikt chętny, będę zmuszona zawiesić bloga a tego nie chce ;(
Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Dziś było tak ciepło ,że ludzie chodzili w krótkich rękawkach a nawet w spodenkach hawajskich. Siedzieliśmy sobie w bryczce ,kiedy Pan Mariusz nam zaproponował wyjazd nad Krznę! Ja,Szaniawska,Asia,Martyna,Ola K,Ola,Ania,Gaba, Magda (nie pamiętam kto jeszcze) miałyśmy jechać z Panem Mariuszem, a reszta miała trening skokowy na ujeżdżalni z Hubertem, lub młodsza z Martą i Elvisem.
Dziś Elvis nauczył mnie mniej więcej jak szykuje się konia do bryczki ;D (teraz możemy ją zaprzęgnąć kiedy chcemy i zwiać).
Oprócz bryczki szedł z nami Apap i Robin. Pan Mariusz ostatnio trochę popracował nad Robinem i teraz całkiem ładnie chodzi ^^. Ja musiałam pierwsza wsiąść na Robina,a Asia na Apapa, reszta na bryczkę. Z początku nie udawało nam się spokojnie iść w równym tempie i prosto,Robin co jakiś czas strzelał baranka a Apap spłoszony uciekał w pole. Cały teren był nieco powolny nie było galopu, mało kłusa ale i tak było bardzo fajnie. Spotkaliśmy 2 stada jeleni,lisa,i chyba z 200 gęsi.Wracaj ąc wybraliśmy inną drogę-na skróty. Musieliśmy iść jakieś 20 metrów wzdłuż drogi asfaltowej. Pan Mariusz polecił bym ja (w tedy robiliśmy zmiany, z Robina na bryczkę a potem na Apapa) na Apapie prowadziła Robina obok asfaltu w niby rowie na 60cm. Apap widząc że Uranka "jest gdzie indziej" wyrywał mi do kłusa-próbowałam go zatrzymać ,ale ten nic Próbowałam zrobić woltę, ale Dnawap skręcił na asfalt i wskoczył na niego-normalnie bieg przełajowy se urządził! na asfalcie dalej kłusował, ale już przed siebie.Pan Mariusz kazał zrobić woltę, a w końcu zejść. Ciesze się że nie jechał żaden samochód 0_0 . W końcu udało nam się jakoś wrócić.
Kiedy już wróciłyśmy, Martyna zamówiła nam pizze ;). Niestety przyszła akurat kiedy siodłaliśmy konie. Osiodłałam całego Księcia i zapytałam Szaniawską czy dalej już sobie sama poradzi-odpowiedziała Tak. To z Martyną,Gabi i Olką.K poszłyśmy jeść. Przerwał nam Hubert który oznajmił nam że Marta jest na nas zła za to że nie byłyśmy przy Księciu-do tego on zrobił kupę i za karę kazała nam czyli tylko Mnie i Martynie sprzątać łajno z ujeżdżalni. Kiedy doszła moja kolej, miałam ćwiczenia typu jazdy bez jednego strzemiona,lub dwóch i anglezować lub pół siad. Potem pogalopowaliśmy-pierwsze okrążenie nie wyszło bo Celta nie chciała, wyprzedziłam ją, tylko Książę gnał za szybko, a za mną na Uzari Ola K nie dawała se rady.Potem gdy każdy galopował z osobna było już nieco lepiej,najpierw robiliśmy pół paradę a potem od razu galop. Na samym końcu Książę strzelił mi barana-zmienił się bardzo od kiedy jest w młodszej grupie. Trening się skończył, więc bawiliśmy się piłkami, przeskakiwaniem dołu na lianie czy skakanie parkuru.
"Dzień z życia według Alana"
Od samego rana świeciło jasne słońce. Przybyłem do stajni koło godziny dziewiątej. Odraz zobaczyłem słodkie szczeniaki, przy których siedziała Gabrysia i Martyna . Obok krzątała się Pani Ela. Było dość ciepło więc wielu z klubowiczów chodziło w bluzie , lecz Dla Huberta było bardzo gorąco więc ubrał się w koszulkę z krótkim rękawkiem oraz krótkie spodenki, po czym postanowił się poopalać ustawiając leżak w stronę promieniowania słonecznego. Każdy z klubowiczów nie mógł się oprzeć słodkim pyskom malutkich psiaków , każdy z nas zatrzymywał się by się choć na chwile z nimi przywitać. Siedząc w bryczce Karolina Szaniawska zauważyła coś dziwnego przyklejonego do pupy jednego ze szczeniaków , co wprawiło nas w dobry humor. Zaczęliśmy planować jak miałby wyglądać nasz dzień . Martynka postanowiła udać się do lasu z dziewczynami i bawić się w zabawę przeze mnie nazwaną „ Czarownice”. Zaczęły wymyślać imiona jakie miałby mieć w owej zabawie, niektóre imiona wymyślone zwłaszcza przez Martynkę były dość zabawne. Przemyślenia przerwał Pan Mariusz proponując teren nad Krznę bryczką oraz Robinem i Apapem. Dużo chętnych znalazł właściciel stajni na teren , lecz byli i tacy i w tym ja , którzy chcieli zostać robiąc coś na padoku. Z grupy skokowej zostało siedem osób i cztery konie do dyspozycji do treningu skokowego . Do prowadzenia treningu zgłosił się Hubert. Przydzielił nam konie i ruszyliśmy do siodłania. W trakcie powiedział „ Kto ostatni wejdzie na ujeżdżalnię ten sprząta kupaż , po wszystkich koniach”. Niestety ostatnią osobą okazałem się ja i Paula. Zanim rozpoczęliśmy skoki trener poprowadził nam solidną rozgrzewkę. Mówiąc krótko było bardzo dużo kłusu anglezowanego , półsiadu i pełnego siadu. Każdy kto wypełniał polecenia skarżył się na ból nóg. Na szczęście skończyła się rozgrzewka i przeszliśmy do skoków. Podczas skoków nie wydarzyło się nic ciekawego, Hubert poprawiał nasze błędy , a my staraliśmy je wyredukować. Po zakończeniu treningu u grupy młodszej jak i skokowej wybrałem się z Gabrysią i Dianą do sklepu. Po powrocie do stajni zauważyliśmy , że wrócili z terenu z Panem Mariuszem. Z relacji Julki wynikało , że teren był udany chociaż nie było galopu. Robin i Apap trochę brykali i czasem się płoszyli , a poza tym to wszystko było dobrze. W przerwie miedzy treningami każdy robił co chciał. W moim przypadku przyglądałem się jeździe Huberta na Huzarze oraz pokonywałem parkur utworzony przez Anię L. i Madzie K. Po przerwie dla grupy skokowej zostały tylko cztery konie : Uranos , Apap , Tajga oraz Robin , ponieważ większość poszła do grupy młodszej gdyż było tam ponad dwadzieścia osób , z czym wiązało się większe zapotrzebowanie na konie. Ernest zorganizował dla mojej grupy teren. Podzieliliśmy się na dwie grupy i udaliśmy się w teren. W pierwszej grupie pojechałem ja na Uranosie , Ada na Robinie , Ola Na Apapie ,a Paula na Tajdze. Uranos i Apap ciągle rwali do przodu i brykali przy zagalopowaniu. Uranos jak zwykle się potykał , a Apap Dla Oli płoszył się i chciał ścigać się z innymi końmi. Po opanowaniu Apapa kontynuowaliśmy teren. Ogólnie terenie był udany, bardzo dużo galopu i kłusu , a mało stępa. Po powrocie pojechała druga grupa: Ania na Robinie , Ewelina na tajdze oraz Michalina na Uranosie. Teren u nich przebiegał podobnie jak u nas. Kiedy ogarnąłem się po terenie poszedłem oglądać zmagania osób w młodszej grupie. W owym treningu była Julka, Asia , Ania L. , Madzia K., chociaż zazwyczaj były w tej grupie gdzie ja. W młodszej grupie na jeden trening znalazły się ponieważ one pojechały na teren nad Krznę. Młodsza grupa miała trening na ujeżdżalni i ćwiczyli pół parady. Nic interesującego nie przytrafiło się na treningu poza glebą Martyny , która była na Księciu. Po zakończeniu ich treningu powróciła też grupa z terenu i daliśmy już odpoczynek dla naszych kochany pupilów. Zaczęliśmy zajmować się swoimi sprawami. My z Julką , Asią , Karoliną Szaniawską , Gabrysią , Dianą i innymi wybraliśmy się do sadu by pograć w piłkę i pogadać. Gdy słońce zaczęło się chować Julka zadzwoniła do Taty , który przyjechał o godzinie osiemnastej trzydzieści. Koniec dnia nie był zbytnio udany dla Julki , Asi i Karoliny Szaniawskiej ponieważ zgubiły kluczyk do szafki w siodlarni. I tak oto wyglądał dzień spędzony w stajni Wiosenny Wiatr.
sobota, 10 marca 2012
10.03.2012r
To był jeden z lepszych od jakiegoś czasu dzień. Przynajmniej dla mnie. Przejdę od razu do treningu. Udało mi się namówić Asię by wzięła ze mną Ebasto. Chciałam by dowiedziała się jakie to fajne uczucie nie spadać z konia co tydzień ;) (jeszcze by zbankrutowała -.-”). Trening prowadził nam Hubert bez Elvisa-teraz uczy młodszą grupę ^-^ . Na pierwszym treningu, miałyśmy czarne siodło-z wąziutkimi strzemionami. Miałam buty z za szeroką podeszwą i co ruszt w galopie mi wypadały. Tak panikowałam ,że ze strachu zignorowałam prośby o zmianę nogi u Ebasto,czy zwolnienie. Z kolei Asia miała króciutkie nogi i musieliśmy bawić się w zawijanie x_x . Asia trochę nieprzyzwyczajona do „stylu Ebasto” i po pierwszym skoku (na skosie) spanikowała i po 1 fule galopu wyrzuciła w powietrze palcat, w następnym fule puściła wodze i wyskoczyła z „tonącego tytanika” .
Na przerwie trochę się powygłupialiśmy-bujaliśmy się na linie, rozpieszczaliśmy szczeniaki do granic możliwości (a przy okazji Ja i Martyna przekomarzałyśmy się z Hubertem o to jak ma mieć na imię Mona (Kamila)- spór rozstrzygnął Pan Mariusz stwierdzając „Mona jest ładniejsze” ;D )
Na drugim treningu pierwszym zadaniem było skoczenie potrójnej 0_0. Wiedziałam że Ebasto potrafi lecz, ostatni raz potrójną skakałam na Dnawapie (z nim jakoś łatwiej mi się skacze). Asia tak się bała, że nagadałam że postawią jej colę a ktoś to zamienił że mam dać jej czekoladę -.-” (Asia wiesz ze ci nie kupię no nie ? ;P) ale i tak skoczyła, doskonale pamiętam tego jej banana na twarzy kiedy skoczyła C: . Potem przyszła kolej na mnie, niby skoczyłam lecz prawie nic nie pamiętam z tego :< (do ego spadłam prawie na szyję Ebasto). Z Tajgą nie było już tak łatwo. Wyłamywała co chwila lecz to nie dziwne skoro nawet stacjonaty omijać chce. Ewelina robiła co mogła, lecz Tajga swoje. Po 4 razie wsiadł Hubert, a ja musiałam prowadzać Huzara. Z bliska to całkiem fajny konik ^^. Kusiło by wsiąść, ale mam dość baranków od małego Apapa. Po potrójnej skakaliśmy parkurek z 4 stacjonatami.
Po treningu wszyscy po kolei wyjeżdżali, nawet ja z Asią całkiem wcześnie wyjechałyśmy. W sumie byłyśmy obie całkiem zadowolone z tego dnia. Czekając na tatę Asi pogadałyśmy z Olą. Uprzedziłyśmy ją jak wygląda życie w katolickiej szkole. Trochę się pośmiałyśmy, do puki nie przyjechał samochód.
Na przerwie trochę się powygłupialiśmy-bujaliśmy się na linie, rozpieszczaliśmy szczeniaki do granic możliwości (a przy okazji Ja i Martyna przekomarzałyśmy się z Hubertem o to jak ma mieć na imię Mona (Kamila)- spór rozstrzygnął Pan Mariusz stwierdzając „Mona jest ładniejsze” ;D )
Na drugim treningu pierwszym zadaniem było skoczenie potrójnej 0_0. Wiedziałam że Ebasto potrafi lecz, ostatni raz potrójną skakałam na Dnawapie (z nim jakoś łatwiej mi się skacze). Asia tak się bała, że nagadałam że postawią jej colę a ktoś to zamienił że mam dać jej czekoladę -.-” (Asia wiesz ze ci nie kupię no nie ? ;P) ale i tak skoczyła, doskonale pamiętam tego jej banana na twarzy kiedy skoczyła C: . Potem przyszła kolej na mnie, niby skoczyłam lecz prawie nic nie pamiętam z tego :< (do ego spadłam prawie na szyję Ebasto). Z Tajgą nie było już tak łatwo. Wyłamywała co chwila lecz to nie dziwne skoro nawet stacjonaty omijać chce. Ewelina robiła co mogła, lecz Tajga swoje. Po 4 razie wsiadł Hubert, a ja musiałam prowadzać Huzara. Z bliska to całkiem fajny konik ^^. Kusiło by wsiąść, ale mam dość baranków od małego Apapa. Po potrójnej skakaliśmy parkurek z 4 stacjonatami.
Po treningu wszyscy po kolei wyjeżdżali, nawet ja z Asią całkiem wcześnie wyjechałyśmy. W sumie byłyśmy obie całkiem zadowolone z tego dnia. Czekając na tatę Asi pogadałyśmy z Olą. Uprzedziłyśmy ją jak wygląda życie w katolickiej szkole. Trochę się pośmiałyśmy, do puki nie przyjechał samochód.
sobota, 3 marca 2012
03.03.2012r
W Wiosennym Wietrze nadchodzi wiosna i wielkie zmiany. Dziś odbyło się walne zebranie. Załatwiłam wszystkie sprawy z dokumentami (oświadczenie i deklaracja) okazało się że nie mam jeszcze anonsu. Jest też nowy regulamin którego polecam przeczytać by uniknąć kłopotów. Dostałam też długo oczekiwaną legitymację.
Po zebraniu czas był na trening. Pan Mariusz dotrzymał swojej obietnicy i przez jakiś czas prowadził nam trening skokowy (lepsze to niż nic). Ale zacznę od początku. Gabrysia i Ola Kryńska wróciły do młodszej grupy. Ja z Alanem pierwsi zarezerwowaliśmy Ebasto ;D. Asia z Anią L dostały Apapa bo inne (bardziej doświadczone) nie chciały. Po rozdzieleniu koni przystąpiliśmy do siodłania. Ebasto jest jednym z najlepszych koni w ww więc z czyszczeniem i siodłaniem nie było kłopotów. Biedak ma niestety nieco zniszczone kopyta ;(. Pierwszy na Ebasto był Alan. Ja chciałam popatrzeć trochę jak sobie radzi Asia na Apapie. Niestety już na samym początku spadła. Pan Mariusz kazał przez 30 min lonżować Apapa aż ten się uspokoi. Następnie na niego wsiadła Ania. Ale i ona spadła po krótkim czasie, więc Apapem zajął się Ernest. Nareszcie ktoś uczy Apapa (bez obrazy-Asia,Ania ale zarówno ja i wy jeszcze same dobrze nie skaczemy by uczyć młodego konia) Do końca treningu Ernest zajmował się Apapem. Kiedy wsiadłam na Ebasto przyszedł Pan Mariusz i wszystkie konie (Bellami,Ebasto,Uzaria,Tajga,Apap) po kolei skakały z kłusa 3 przeszkody. Najpierw do pierwszej podjeżdżaliśmy z anglezowanego, do drugiej z pełnego, a do ostatniej z półsiadu. Wszystko działo się bardzo szybko bo gdy koń przed tobą skoczył ty już musisz ruszać. Bardzo dobrze mi się jechało na Ebasto- poza chwilami gdy przyśpieszał do galopu, lub pochylał głowę w dół. Przypominając se jazdę na Maklerze (fiordziku ze stajni Agi O) poluzowałam nieco wodze ,ale nadal były na kontakcie (przy skoku oddawałam ile się dało). Kiedy miała być moja druga zmiana „przypomniałam” że Asia i Ania mało jeździły. P.Mariusz polecił wsadzić Anię na Ebasto a Asię na Uzarię. Kiedy już nadeszła moja zmiana Pan Mariusz wrócił do swoich spraw a Elvis kazał mi wsiąść na Uzarię , a Paula wsiadła na Ebasto. Nie podobało mi się to zbytnio gdyż mam nie zbyt miłe wspomnienia z Uzarią, ale tego dnia była na tyle spokojna i do tego nie mieliśmy galopu więc nic nie mówiąc wsiadłam na nią. Kontynuowaliśmy skoki z kłusa i szło mi tak sobie (raz nogą zahaczyłam o stojak, albo jak przed przeszkodą dałam łydkę to wybiła jak z procy) ale ogółem to Uzaria spisała się znakomicie. Na tym skończyliśmy pierwszy trening.
Nie pamiętam zbytnio co robiliśmy na przerwie (jak ktoś pamięta niech napisze!)
Kiedy był ustalany drugi plan to my z Szaniawką i Alanem bawiliśmy się przy linie, a Asia przyszła by nas zawołać. Zanim przyszliśmy zdecydowano że Paula,Ewelina,Michalina,Ania Ś jadą z Panem Mariuszem w teren. A my mamy zostać z Elvisem na ujeżdżalni ćwiczyć skoki. Na początku miałam brać Ebasto, lecz był „nadmiar” koni i Marta przydzieliła mnie na Uranosa. Na początku wszystkie konie były na ujeżdżalni, ale potem część poszła na rozprężalnie a na ujeżdżalni zostałą tylko Celta,Uzaria i Tajga. Kiedy wsiadłam na Uranosa (czyli na 20sek) to Elvis kazał mnie zawołać i wsadził na Urazię. Ta była strasznie zmulona! Elvis zabrał mój palcat dla Celty i kazał samej ćwiczyć to co wtedy. Całą uwagę poświęcał na uczenie podstaw Agnieszki która nic nie chciała robić. Na szczęście Ania L dała mi drugi i skoczyłam 2 razy przeszkody i Elvis kazał nam rozstępowywać konie bo Uzaria i Tajga jadą jeszcze w teren. Wkurzyłabym się gdyby nie wcześniejszy trening z panem Mariuszem. Oprócz Tajgi,Uzari i Celty na ujeżdżalni, Ernest pracował na lonży z Farabią, A Hubert z Huzarem.
Oddaliśmy Tajgę i Uzarię, a Ja,Ania L,Ola i Alan sytaliśmy jeszcze Pana Mariusza czy mozemy wziąć Robina (biedak tylko parę razy w zimie wychodził) zapytaliśmy czy możemy go jeszcze na lonżę zanim na niego wsiądziemy (myśleliśmy że będzie się zachowywac jak Apap)- i tu się pomyliliśmy. Alan zaproponował by wziaść go na pierścień i tam lonżować. Najpierw Ania L lonżowała Robina. Ten cały czas był zmulony i nie chciał iść przy ścianie-było tam trochę błota). Po jakiś 10-15 min Elvis kazał nam się przenieść na ujeżdżalnię. Na Robina wsiadła Ania i trochę postępowała i ruszyła kłusem. Następnie wsiadła Ola-niestety nie dała z nim rady i co chwila się jej zatrzymywał. Skróciliśmy jej czas bo nie było sensu by Robin ciągle stał. Wsiadła ja i jedyne co mi się udało to wyciągnięty stęp. Robin miał głęboko gdzieś jakie łydki mu dawałam i palcat, po prostu mnie olał. Potem wsiadł Alan i udało mi się od razu ruszyć kłusem -.-”. To było bardzo nie fer Robin! Od teraz mam nowe marzenie-za kłusować na Robinie. Jedak zanim do tego dojdzie koś musi nad nim sporo popracować.
Później nie robiliśmy już nic ciekawego poza zabawą z pieskami idt. Koło 18 musiałyśmy już wyjechać z WW.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)